BLOG

  • 29/09/17

    Justyna Pawłowska: Kwestie związane z patentowaniem wynalazku warto skonsultować z rzecznikiem patentowym, a nie tylko wyszukiwarką internetową

    Stworzenie przełomowego rozwiązania, przygotowanie dokumentacji zgłoszenia patentowego, złożenie wniosku o udzielenie patentu, przeprowadzenie postępowania, oczekiwanie na decyzję. W teorii proces patentowania nie wydaje się zbyt skomplikowany. Jednak w praktyce, jak to często bywa, okazuje się, że diabeł tkwi w szczegółach. Czy opracowane przez nas rozwiązanie rzeczywiście jest wynalazkiem? W jaki sposób uzyskać na nie patent? Czy warto korzystać z procedury PCT? Czy możliwe jest stworzenie doskonałego wniosku patentowego? – Dążę do tego, jednak nie wiem, czy ktokolwiek byłby w stanie tego dokonać. Przygotowywanie wniosku patentowego nieco przypomina przepowiadanie przyszłości, tego, co może zdarzyć się w ciągu kolejnych dwudziestu lat – rozważa dr Justyna Pawłowska, rzecznik patentowy, tłumacząc zawiłości związane z ochroną własności intelektualnej.

    Katarzyna Szychta: Czym jest – popularnie określana w środowisku twórców skrótem IP, czyli Intellectual Property – własność intelektualna?
    dr Justyna Pawłowska*: Własność intelektualną stanowią wszelkie przejawy działalności ludzkiego intelektu – niekoniecznie twórczej, wystarczy, że będzie umysłowa. To swoisty „worek”, w którym może znaleźć się wszystko, co wypełnia tę definicję. Początkowo ustanowiono dwie główne kategorie własności intelektualnej: własność przemysłową oraz własność autorską. Jednak z biegiem czasu okazało się, że zbiór, który można określić jako „własność intelektualna” jest w zasadzie nieograniczony.
    Często – mylnie – to określenie kojarzone jest z czymś, co jest stricte materialne, a przecież działalność, która de facto podlega ochronie nie stanowi rzeczy materialnej. Aby przybliżyć tę myśl posłużę się przykładem książki – w tym przypadku rzeczywistą ochroną, w ramach własności intelektualnej, objęta nie jest nabyta w księgarni książka, będąca materialnym przedmiotem, tylko jej „zmysłowa zawartość”. Dokonując zakupu nowego modelu ulubionego smartfona nabywamy konkretny model telefonu, ale nie prawa do zastosowanych w tym urządzeniu wynalazków objętych ochroną patentową. Podobnie kupując produkt farmaceutyczny, np. antybiotyk, nie nabywamy prawa do wynalazków zastosowanych w tym leku, które są chronione patentem. Chodzi m.in. o substancję aktywną, na której opiera się działanie leku czy postać farmaceutyczną – formę przyjmowania leku – tabletki, kapsułki, kropelki i tak dalej. Rzeczy materialne – nośniki, które nabywamy, stanowią jedynie ucieleśnienie własności intelektualnej.
    Wychodząc z tego zasobnego terminu możemy przejść do poszczególnych kategorii przedmiotów, które mogą być chronione w ramach własności intelektualnej. Oprócz patentów na wynalazki, utworów chronionych prawem autorskim, będą to również m.in. znaki towarowe, wzory przemysłowe, oznaczenia geograficzne, nazwy pochodzenia, wzory użytkowe, tajemnice handlowe, bazy danych… i tak dalej.

    Dziś skupmy się tylko na patencie. Co to jest?
    Odnosząc się do definicji, patent jest prawem wyłącznym, które daje monopol na korzystanie z rozwiązania skategoryzowanego jako „wynalazek” – gwarantuje i zabezpiecza wyłączność na eksploatację danego rozwiązania – dobra niematerialnego objętego ochroną – w sposób zawodowy lub zarobkowy, przez dany okres, na danym terytorium. Patent zapewnia uprawnienia zakazowe w stosunku do potencjalnych naruszycieli – konkurentów, które pozwalają na skuteczne ściganie wszelkich naruszeń, w tym roszczenia o zaprzestanie korzystania z chronionego patentem wynalazku.
    Potocznie określenie „patent” stosuje się również w odniesieniu do dokumentu, który potwierdza uzyskanie praw wyłącznych. W jego posiadanie – na końcowym etapie procedury zgłoszenia patentowego – wchodzi właściciel patentu lub podmiot do tego uprawniony. Może to być osoba fizyczna, np. sam twórca, który opracował wynalazek lub osoba prawna, np. przedsiębiorstwo, którego pracownik lub pracownicy są pomysłodawcami wynalazku – te grupy, ubiegając się o przyznanie patentu, stają się tzw. pierwotnie uprawnionymi. Mogą to być również osoby fizyczne lub prawne, które odkupiły prawo do patentu od pierwotnego lub kolejnego uprawnionego. Ważne jest ustalenie – jeśli to nie twórca jest wnioskodawcą – osoby, która może uzyskać patent. To konieczne, ponieważ w podaniu o udzielenie patentu należy podać podstawę prawną, która umożliwia dokonanie zgłoszenia patentowego.

    Po tej definicji, brzmiącej jak zapis prawny, osoba, która nie ma doświadczenia prawniczego mogłaby zniechęcić się, stwierdzić, że nie ma sensu się za to zabierać, bo jest to zupełnie niezrozumiałe. Liczę, że przeprowadzisz mnie przez te zagadnienia w sposób, który pozwoli nam na przekazanie tego w przystępniejszej formie… 
    Jasne, spróbujmy, choć obawiam się, że nie będzie to proste zadanie. To dziedzina z pogranicza prawa i techniki, problematyczne może być jednoznaczne przedstawienie niektórych zagadnień.

    Na początek: co może zostać opatentowane?
    Zgodnie z wymogami ustawowymi patenty są przyznawane na wynalazki posiadające zdolność patentową.

    Czy istnieje definicja terminu „wynalazek”?
    Nie, nie ma precyzyjnej definicji, ale jednocześnie osobiście nie czuję pokusy, aby wyjaśniać ten termin, gdyż nie warto wpychać w szablon czegoś, co niesie samo w sobie nieokreśloność. To zaprzeczyłoby zasadzie kreatywności.
    Aby nadać określeniu „wynalazek” kształtu, można odnieść się do wspomnianych wymogów ustawowych definiujących cechy rozwiązań, na które przyznaje się patenty. Podstawowym warunkiem jest techniczny charakter – mogą być to przedsięwzięcia z różnych dziedzin, jednak zawsze o technicznym charakterze. Ponadto, patentowaniu podlegają tylko rozwiązania nowe, wykazujące poziom wynalazczy, a więc są czymś, czego do tej pory nie wymyślono i czego opracowanie wymagało wkładu twórczego. Warto jednak pamiętać, że w przepisach prawnych zdarzają się niedopowiedzenia – luki, które w niektórych przypadkach można wykorzystać. Ich umiejętnie wypełnienie może pozwolić nam na ustalanie pewnego obszaru, na który możliwe będzie uzyskanie patentu.
    Wyobraźmy sobie naukowca, który stworzył jakieś rozwiązanie o technicznym charakterze. Jest przekonany, że to wynalazek. Ale czy rzeczywiście ma rację? Czy to rozwiązanie można chronić w ramach własności intelektualnej? W całości? A może trzeba skupić się na wybranych elementach? To wstępne pytania, na które odpowiedzi pomoże znaleźć rzecznik patentowy. Jego zadaniem jest, pośród wielu innych kompetencji, umiejętne wskazanie wynalazku w tym, co stworzył naukowiec, a następnie odpowiednie opisanie tego rozwiązania – tak, aby uzyskać dla uprawnionego satysfakcjonujący zakres ochrony patentowej.

    Czy istnieje coś, co niekoniecznie kojarzy się z wynalazkiem, a jednak – z punktu widzenia prawa – nim jest i może być chronione patentem?
    Klasycznie wynalazki kojarzone są z różnego rodzaju maszynami, czyli urządzeniami, jednak to pojęcie obejmuje również inne produkty, które z definicji nie są urządzeniami, np. substancje, związki chemiczne, mieszaniny, mikstury, a także sposoby technicznego oddziaływania na materię – wytwarzania, przetwarzania, pomiaru, procesy technologiczne.
    Za wynalazki mogą zostać uznane również metody tworzenia, jak i rezultaty manipulacji genetycznych, np. rozwiązania związane z GMO. Należy jednakże pamiętać, że pewne rozwiązania biotechnologiczne są ustawowo wyłączone z możliwości uzyskiwania na nie monopolu. Do tej grupy zalicza się m.in. klonowanie ludzi.
    Patent można uzyskać również na po raz pierwszy wyizolowane sekwencje DNA i sekwencje aminokwasów oraz zastosowanie związków biologicznych i związków chemicznych do celów medycznych. Przykładem takiego wynalazku może być erytropoetyna – hormon wytwarzany fizjologicznie w organizmie człowieka, często utożsamiany jako związek egzogenny ze środkiem dopingującym podnoszącym wydolność u sportowców. W tym przypadku patent przyznano nie tylko na samą sekwencję erytropoetyny, lecz również sekwencję genu odpowiedzialną za jej kodowanie, a także możliwe sposoby jej zastosowania.
    Z jednej strony uznano – poprzez przyznanie patentu – pracę umysłową osoby, która jako pierwsza zsekwencjonowała oraz wyizolowała erytropoetynę, ale z drugiej strony ograniczono możliwość korzystania z tego związku w sposób zarobkowy lub zawodowy przez inne osoby, np. w postaci leku. Może wydawać się to nieco kuriozalne – w końcu przecież nie ma w tym nic wynalazczego, bo każdy biotechnolog, nawet rutynowo, dysponując odpowiednim zapleczem naukowym, mógłby uzyskać sekwencję erytropoetyny, prawda?
    Jednak nie każdy reżim prawny dopuszcza patentowanie tego, co zostało „tylko” wyizolowane z ciała człowieka. Nie jest to możliwe, np. w Stanach Zjednoczonych.

    Dlaczego jest to niemożliwe w Stanach Zjednoczonych?
    To wynik oburzenia, które narosło w społeczeństwie po udzieleniu monopolu przedsiębiorstwu Myriad Genetics na mutacje w genie BRCA 1 i BRCA 2. Ich występowanie świadczy o zwiększonej podatności na rozwój nowotworów jajników i piersi. Naukowcy odkryli ważną i przydatną w diagnostyce oraz leczeniu nowotworów sekwencję genu, jednak ich działania ograniczały się do jej zsekwencjonowania i wyizolowania z otaczającego materiału genetycznego. Pojawiły się wątpliwości: czy to wystarczy, aby uzyskać patent? Zdania poszczególnych instancji sądów były podzielone.
    Przyznanie monopolu ograniczyło możliwość wykonywania testów diagnostycznych służących do wykrywania tych genów bez zgody uprawnionego z patentu, czyli Myriad Genetics. Obawiano się, że w ten sposób dostęp do narzędzi pozwalających na ocenę ryzyka rozwoju tych nowotworów będzie limitowany, np. poprzez narzucanie horrendalnych cen na testy diagnostyczne produkowane przez Myriad Generics. Dyskusja budziła ogromne kontrowersje. Przeciwnicy patentowania sekwencji DNA argumentowali, że tego typu ochronie nie powinno podlegać coś, co istnieje w naturze, w genomie człowieka. Finalnie to właśnie ta grupa społeczna wygrała – obecnie w Stanach Zjednoczonych nie ma szans na uzyskanie patentu w zakresie izolowanych z ludzkiego organizmu sekwencji DNA, czyli istniejących naturalnie i niezmodyfikowanych genetyczne. Odmiennie w Europie – w naszej kulturze prawnej nie ma takiego ograniczenia.

    Jak ocenić czy opracowane przez nas rozwiązanie spełnia kryteria nowości i wynalazczości, może zostać opatentowane?
    Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem jest konsultacja z rzecznikiem patentowym, gdyż nie istnieje żadna standardowa i przede wszystkim skuteczna recepta, która pozwoli nam to zweryfikować – wszystko ocenia się przez pryzmat konkretnego przypadku. Warto, mając na uwadze dobro naszych interesów, poradzić się doświadczonego specjalisty, a nie tylko wyszukiwarki internetowej, np. popularnego Google’a. Nie chciałabym, aby zostało to odebrane jako faworyzowanie mojego zawodu, jednak praca nad wnioskiem patentowym naprawdę wymaga obszernej wiedzy zarówno prawnej, jak i technicznej. Co więcej, niezbędna jest również bujna i odpowiednio ukierunkowana wyobraźnia.
    Przed zgłoszeniem patentowym powinniśmy rozważyć kilka niezwykle istotnych kwestii dotyczących opracowanego przez nas rozwiązania. Przede wszystkim: co jest wynalazkiem, na który chcemy uzyskać patent? Jakiego zakresu monopolu oczekujemy? Jakimi praktykami może posługiwać się konkurencja, aby obejść nasz patent? To kluczowe informacje, które na wstępie będą niezwykle pomocne w przygotowaniu dokumentacji, zwłaszcza opisu wynalazku i zastrzeżeń patentowych wyznaczających zakres ochrony. Kolejny krok to już formalności – złożenie wniosku o udzielenie patentu w wybranym urzędzie przyznającym patenty. Od tego momentu trwać będą analizy naszego zgłoszenia patentowego. Jeśli okaże się, że nasz wynalazek spełnia przesłanki zdolności patentowej, właściwy organ patentowy wyda decyzję o przyznaniu monopolu. Wówczas konieczne będzie dokonanie opłat związanych z uzyskaniem patentu, a następnie jego utrzymaniem w mocy.
    Oczywiście, uprawniony nie musi prowadzić postępowania patentowego osobiście. Może – w jego imieniu – zająć się tym rzecznik patentowy, jednak w przypadku niektórych procedur konieczne będzie udzielenie mu stosownego pełnomocnictwa. Jednocześnie, skorzystanie ze wsparcia specjalisty nie sprawi, że zostaniemy zupełnie wyłączeni z procedury uzyskiwania patentu, a w naszych kompetencjach ewentualnie pozostanie tylko składanie podpisów. Twórcy rozwiązania są niezbędni w procesie przygotowywania opisu wynalazku – to oni wiedzą, co wymyślili i jak to funkcjonuje. Muszą „wyposażyć” rzecznika patentowego w wiedzę techniczną, która ułatwi przewidzenie potencjalnych kroków konkurencji i właściwe dobranie zakresu ochrony patentowej.
    Należy mieć jednak świadomość, że samo dokonanie zgłoszenia i przeprowadzenie postępowania nie zawsze kończy się uzyskaniem patentu.

    A co jeśli na nasze rozwiązanie nie zostanie przyznany patent, a my uważamy, że nie ma ku temu podstaw? Możemy odwołać się od decyzji?
    Tak, w takich przypadkach możliwe jest wejście w polemikę z organem patentowym i – poprzez odpowiednią argumentację – zaprezentowanie naszego stanowiska. Często dyskusja skupia się na kwestiach związanych z poziomem wynalazczym. Jeżeli to się nie uda, zawsze można wnieść odwołanie od decyzji o odmowie udzielenia patentu.
    Ponadto, mogą występować również inne sytuacje związane z uzyskiwaniem monopolu, np. przypadki, w których patent na nasz wynalazek pokrywa się w jakimś stopniu z patentem przyznanym na inne rozwiązanie opracowane przez osoby trzecie. To jednak dość obszerne zagadnienie, o którym chętnie porozmawiam, ale przy innej okazji – wciąż pozostało nam do omówienia wiele kwestii, które z punktu widzenia twórcy starającego się o uzyskanie patentu, są znacznie istotniejsze.

    Ile czeka się na decyzje urzędów patentowych?
    Procedura od zgłoszenia do uzyskania patentu wymaga czasu, który dla osób zainteresowanych – mówię w liczbie mnogiej, ponieważ nie musi być to tylko osoba, która złożyła wniosek o udzielenie patentu, lecz również może być to, np. konkurencja – jest ciągłym wyczekiwaniem na decyzję, czy na dane rozwiązanie zostanie przyznany monopol. To okres, który średnio trwa od dwóch do czterech lat, chociaż niekiedy nawet i trochę dłużej.

    Czy ten okres oczekiwania nie zniechęca twórców?
    Niektórzy w momencie, gdy dowiadują się, jak długo trwa ten proces zniechęcają się, ponieważ perspektywa trwania w nie do końca zrozumiałej dla nich procedurze przerasta ich.
    Jednak to doskonały czas na przemyślenie strategii rozwoju naszego biznesu i poszukanie inwestora, który może wspomóc nas w nie tylko w działaniach mających na celu wdrożenie wynalazku, lecz również zapewnić pomoc finansową w zakresie pokrycia kosztów związanych ze zgłoszeniem patentowym, a następnie utrzymaniem patentu w mocy.
    Co więcej – i warto o tym pamiętać – od momentu dokonania zgłoszenia patentowego rozpoczyna się ochrona bierna naszego wynalazku.

    Jak działa ta ochrona bierna?
    Wyobraźmy sobie, że już złożyliśmy wniosek o uzyskanie patentu i oczekujemy na decyzję. Nie wiemy jeszcze, jaka ona będzie. Dowiadujemy się, że ktoś – bez naszej zgody – korzysta z opracowanego przez nas wynalazku, np. w celu kreowania wizerunku lub osiągania zysków. Chociaż nie przyznano nam jeszcze monopolu, możemy zawiadomić tę osobę, że w zakresie danego rozwiązania dokonaliśmy zgłoszenia patentowego, a co za tym idzie istnieje ryzyko ewentualnego naruszenia naszych praw. Z ich rzeczywistym egzekwowaniem będziemy jednak musieli wstrzymać się do momentu wydania oficjalnej decyzji organu patentowego, ponieważ roszczeń z tytułu naruszenia patentu można dochodzić dopiero po jego uzyskaniu. Wówczas możliwe będzie złożenie pozwu, ubiegając się o: po pierwsze – zaprzestanie naruszenia, np. produkowania i sprzedawania naszego rozwiązania, po drugie – wydania uzyskanych w wyniku prowadzonych działań korzyści, a po trzecie – wypłacenia odszkodowania, które może obejmować również okres przed zawiadomieniem konkurencji. Nierzadko już w tym momencie rywale wycofują się z rynku, rezygnują z podejmowania dalszych ryzykownych kroków, obawiając się, że po uzyskaniu patentu dojdzie do procesu o naruszenie, a w jego efekcie nałożenia kar finansowych.

    Wróćmy jeszcze do kwestii wniosku patentowego. Co powinno zostać w nim uwzględnione?
    Kluczowym elementem wniosku patentowego jest dokumentacja dotycząca samego rozwiązania, czyli opis wynalazku oraz zastrzeżenia patentowe. Również w tym przypadku nie ma żadnych utartych schematów, z których moglibyśmy skorzystać. Wszystko zależy od tego, co chcemy opatentować i korzyści, które chcemy osiągnąć.
    W opisie wynalazku precyzyjnie charakteryzujemy opracowane przez nas rozwiązanie. Zebranie tych informacji wiąże się ze zdradzeniem sekretów, jednak nie wszystkich, część know-how można, a nawet należy zachować dla siebie. Zdarza się, że pojawiają się u mnie osoby z samodzielnie przygotowaną dokumentacją zgłoszeniową wynalazku. Często sposób, w jaki jest sporządzona, nawet jeżeli pozwoli na uzyskanie pewnego zakresu ochrony patentowej, to jego obejście nie będzie dla konkurencji żadnym wyzwaniem. Niestety, równie często takie osoby docierają do rzecznika patentowego, już po dokonaniu zgłoszenia, czyli po złożeniu wniosku do odpowiedniego organu patentowego… Wówczas często szanse na „uratowanie” patentu – poprawienie dokumentacji w celu uzyskania pożądanego zakresu ochrony, o ile w ogóle jest to możliwe, są niewielkie.
    Opracowanie zastrzeżeń patentowych umożliwiających uzyskanie szerokiego zakresu ochrony nie jest proste – wymaga nie tylko dużego doświadczenia, lecz również polotu językowego. To one stanowią serce wniosku patentowego, decydują o zakresie ochrony naszego rozwiązania, dlatego w ich przygotowanie warto włożyć własne serce, co osobiście zawsze czynię. W przypadkach naruszenia patentu, w postępowaniu sądowym, to właśnie zastrzeżenia patentowe poddawane są analizie, często wręcz literalnie. W momencie, gdy konkurencja korzysta z naszego rozwiązania w uwzględniony przez nas sposób, nie będzie żadnych wątpliwości, co do tego, kto w tym sporze ma rację.
    Mam poczucie, że praca nad dokumentacją zgłoszenia patentowego nieco przypomina przepowiadanie przyszłości. Podejmuję próbę przewidzenia tego, co może się stać w ciągu kolejnych dwóch dekad, aby „w punkcie zero” zapewnić uprawnionemu jak najszerszy zakres ochrony przez czas obowiązywania patentu, czyli 20 lat. Akurat w tym przypadku nie pomaga pędzący postęp techniki (śmiech). Co więcej, zawsze przed skierowaniem dokumentów do odpowiedniego organu patentowego, lubię „przespać się” z tym, co opracowałam. Zdarza się, że gdy o poranku jeszcze raz do tego zaglądam, to przychodzą mi do głowy kolejne możliwości obejścia patentu przez konkurencję. W przypadku zastrzeżeń patentowych, tak jak i innych umów prawnych, diabeł tkwi w szczegółach – przykładem spójniki, które mogą okazać się zdradliwe, a ich odpowiednie zastosowanie może mieć kluczowe znaczenie.
    Należy pamiętać, że przygotowanie dokumentacji zgłoszenia patentowego wymaga od nas ogromnego zaangażowania, jest to zajęcie czaso- i pracochłonne. Na jego opracowanie nie wystarczy zarezerwowanie całego dnia. To minimum tydzień.

    Jak sądzisz, czy możliwe jest stworzenie doskonałego wniosku, którego nie podważy konkurencja?
    Dążę do tego (śmiech)! Nie wiem, czy możliwe jest stworzenie doskonałego wniosku patentowego. Pewnie nie, chociaż… (uśmiech).
    To, na ile nasz wniosek, a zwłaszcza opis wynalazku i zastrzeżenia patentowe, są doskonałe, zostanie zweryfikowane w czasie egzekwowania naszych praw wynikających z patentu.

    Byłam u rzecznika patentowego, mam gotowy wniosek. Co dalej?
    Należy skierować wniosek do odpowiedniego organu przyznającego patenty. Dokumenty można zanieść osobiście, przy czym możliwe jest również przesłanie – pocztą, niekoniecznie tradycyjną, niekiedy również dopuszczane się rozwiązania elektroniczne. Wszystko zależy od procedur, które stosuje się w danym organie patentowym. Po złożeniu wniosku pozostaje nam już tylko uzbrojenie się w cierpliwość, bo – jak już wspominałam – to procedura, który trwa kilka lat. Jednocześnie pamiętajmy – jeżeli działamy bez pełnomocnika – o uważnym śledzeniu naszej korespondencji – na każde pismo dotyczące zgłoszenia patentowego należy odpowiedzieć w terminie.
    Warto również już w tym czasie „trzymać rękę na pulsie” – interesować się tym, co robi nasza konkurencja, upewniać się, czy nie narusza naszego potencjalnego monopolu.

    W jakiej instytucji składa się wnioski?
    Patent ma charakter terytorialny, zatem obowiązuje w państwie, w którym złożono wniosek o jego udzielenie. W Polsce jest to Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej znajdujący się w Warszawie.
    Oprócz patentów krajowych, możliwe jest również uzyskanie patentów regionalnych obejmujących więcej niż jeden kraj, np. patentu europejskiego wydawanego przez Europejski Urząd Patentowy [European Patent Office, EPO] na mocy Konwencji o udzielaniu patentów europejskich [European Patent Convention, EPC]. Warto zaznaczyć, że choć często jest kojarzony z Unią Europejską, obejmuje nie tylko kraje wspólnotowe. Obecnie umożliwia ochronę wynalazku w 38 państwach z całej Europy, w tym Norwegii i Szwajcarii, a także w Turcji. Ponadto, daje szansę na rozszerzenie ochrony na kraje, które nie są zlokalizowane w Europie, ale podpisały odpowiednie porozumienie z Europejskim Urzędem Patentowym. Aktualnie do tych państw zalicza się Maroko. W niedalekiej przyszłości ma to być jeszcze Tunezja oraz… Kambodża.

    Dla twórców, którzy chcą opatentować swój wynalazek przewidziano również inną ścieżkę określaną jako PCT. Jak to działa?
    Jest to tzw. zgłoszenie międzynarodowe regulowane postanowieniami Układu o współpracy patentowej [Patent Cooperation Treaty, PCT]. To procedura ułatwiająca uzyskanie patentu w państwach będących stronami układu – obecnie są to 152 kraje.
    Centrum systemu PCT jest Światowa Organizacja Własności Intelektualnej – World Intellectual Property Organization, w skrócie WIPO, z siedzibą w Genewie. Nie znaczy to jednak, że złożenie wniosku możliwe jest tylko w Szwajcarii. Zgłoszenia przyjmowane są również przez organy znajdujące się w innych krajach, które pośredniczą w procedurze PCT. Wśród nich są m.in. Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej, również Europejski Urząd Patentowy.
    Decydując się na zgłoszenie międzynarodowe trzeba pamiętać, że – w odróżnieniu od zgłoszenia europejskiego w ramach Konwencji o udzielaniu patentów europejskich – nie kończy się ono uzyskaniem patentu. W ramach tej procedury odpowiedni organ analizuje zdolność patentową zgłoszonego do ochrony wynalazku, czego efektem są raport i opinia, z których dowiadujemy się, jakie są nasze szanse na uzyskanie patentu na wyznaczony zakres ochrony.
    To świetny mechanizm dla osób, które jeszcze nie wiedzą, w jakich krajach będą chronić swoje rozwiązanie, ale chcą przez pewien czas zapewnić sobie szansę na uzyskanie monopolu. Załóżmy, że mamy do czynienia z wynalazkiem z zakresu motoryzacji w kategorii: sposób otrzymywania przedmiotu. Uzyskanie tego wynalazku wymaga odpowiedniego zaplecza sprzętowego, którym dysponują koncerny motoryzacyjne. Z praktycznego punktu widzenia umożliwia to ograniczenie ochrony patentowej do wybranych rynków, na których prężnie rozwija się ta dziedzina – w Europie będą to głównie Niemcy, Francja, Włochy. Jednak ten wybór nie jest już tak oczywisty, gdy mamy do czynienia, np. z lekiem na częstą jednostkę chorobową albo sprzętem codziennego użytku takim jak odkurzacz. Wówczas koniecznością staje się poszerzenie spektrum krajów, w których zakładamy możliwość uzyskania patentu. Wciąż jednak nie wiemy, na których powinniśmy skupić naszą uwagę i na które będzie nas stać. To właśnie w takich przypadkach warto skorzystać z możliwości, jakie daje procedura PCT – składając jeden wniosek, za jednorazową opłatą.
    Również na tym etapie może okazać się, że w opinii specjalistów opracowane przez nas rozwiązanie nie reprezentuje wystarczającego poziomu wynalazczego, aby mogło zostać objęte prawem wyłącznym. Wówczas – podobnie jak w przypadku decyzji o udzieleniu patentu – możliwe jest wejście w polemikę, przedstawienie swoich argumentów.

    Ile kosztuje przeprowadzenie procedury PCT?
    Około 15 tys. zł w zależności od kursu franka szwajcarskiego, przy czym osoby fizyczne mogą liczyć na zniżki, co znacząco wpływa na koszty – kwota może obniżyć się nawet do około 4 tys. zł, również w zależności od kursu franka szwajcarskiego. Co istotne, kolejne opłaty są rozłożone w czasie, co pozwala na znalezienie partnera biznesowego, który wesprze finansowo dalszą procedurę patentową w wybranych państwach oraz umożliwi pokrycie kosztów związanych z utrzymaniem patentu w mocy. Są również inne możliwości redukowania tych kosztów regulowane kolejnymi procedurami dotyczącymi strategii PCT i dalszych etapów zgłoszenia patentowego. Jednak gdybyśmy chciały je teraz wszystkie omówić, zabrakłoby nam czasu na inne kwestie. Poza tym, prawo – jak pogoda – zmienia się (uśmiech).
    Zawsze – wybierając ścieżkę uzyskania patentu – warto policzyć, ile będą nas kosztować poszczególne działania, oszacować, co nam się najbardziej opłaca, aby uzyskać zamierzony cel.

    Załóżmy, że jestem pomysłodawcą z Polski i zgłaszam swój projekt w Polsce. Czy wówczas mogę równolegle rozpocząć sprawdzanie szans na opatentowanie mojego wynalazku w innych krajach w ramach procedury PCT?
    Tak, można rozszerzyć swoje pierwsze zgłoszenie na inne kraje, jednak trzeba to zrobić w ciągu dwunastu miesięcy od jego dokonania.

    Czyli i tak, aby rozpocząć procedurę PCT muszę złożyć wniosek o uzyskanie patentu w jakimś kraju?
    Nie, można od razu zacząć od systemu PCT. 
    Warto w tym miejscu wspomnieć o tzw. pierwszeństwie konwencyjnym przyznawanym na podstawie Konwencji paryskiej o ochronie własności przemysłowej, które – pod warunkiem prawidłowego dokonania pierwszego zgłoszenia – zapewnia okres dwunastu miesięcy pozwalających na rozszerzenie ochrony na ten sam wynalazek w innych państwach. Przykładowo: zwykle obywatele Polski, nie tylko ze względu na lokalizację, lecz również koszty – opłata urzędowa, w zależności od objętości dokumentów, wynosi ok. 600 zł, jako pierwsze miejsce zgłoszenia patentowego wybierają Polskę, składając wniosek o udzielenie patentu w Urzędzie Patentowym Rzeczypospolitej Polskiej. W tej sytuacji to zgłoszenie patentowe nadaje datę pierwszeństwa, od której – przez dwanaście miesięcy – nasze rozwiązanie jest chronione w każdym państwie, w którym będziemy ubiegać się o monopol.

    Co daje nam – poza możliwością walki z nieuczciwą konkurencją – posiadanie patentu?
    Zdecydowanie możliwość zmierzenia się z nieuczciwymi konkurentami jest najważniejszym aspektem, ale nie jedynym.
    Przyznanie patentu jest uznaniem pracy umysłowej twórcy i swoistą nagrodą dla jego właściciela. To właśnie on, i tylko on, przez czas obowiązywania jego monopolu może czerpać zyski nie tylko ze stosowania wynalazku, lecz również posiadania do niego prawa. Jeżeli inna osoba chce skorzystać z rozwiązania chronionego patentem, może to zrobić, ale tylko za zgodą jego właściciela, który może, ale nie w każdych okolicznościach musi udzielić zgody, np. w postaci licencji, za odpowiednią opłatą. Dziś, biorąc pod uwagę wzajemne przenikanie się różnych dziedzin techniki w procesie tworzenia wynalazków, a tym samym krzyżowanie się poszczególnych podmiotów działających na odmiennych rynkach gospodarczych, patenty mają ogromny wpływ na budowanie wzajemnych relacji i połączeń; niekiedy są to podmioty działające w ramach naprawdę odległych od siebie obszarów. Nierzadko dzięki temu rozwija się trwająca latami znakomita współpraca międzybranżowa.
    Warto również podkreślić, że patentowanie niesie spore korzyści również dla społeczeństwa – przede wszystkim to prawo w dużym stopniu gwarantuje wysoką jakość produktów, ale nie tylko. Patent jako tzw. „umowa społeczna”, czyli quid pro quo, wiąże się z przekazaniem społeczeństwu wiedzy na temat stworzonego wynalazku – zgłoszenia patentowe są publikowane w bazach patentowych, stanowiących ocean wiedzy na temat różnorodnych rozwiązań technicznych. Można się nimi inspirować, pracując nad nowymi lub doskonaląc istniejące wynalazki.
    Zdarza się, że zgłaszający, np. sam twórca, pomimo uzyskania patentu, nie będzie mieć – ze względu na ogromne koszty – możliwości samodzielnego wprowadzenia swojego rozwiązania na rynek. Jednak samo posiadanie zgłoszenia patentowego, nie mówiąc już o patencie, może pomóc w znalezieniu inwestora, który będzie w stanie dofinansować realizację przedsięwzięcia. Ważną kwestią jest również możliwość wniesienia zgłoszenia patentowego lub patentu jako aportu, czyli wkładu do zakładanej spółki handlowej, której celem będzie, np. realizacja opracowanego wynalazku.
    Często, w czasie rozmów z potencjalnymi inwestorami, poruszane są zagadnienia związane z własnością intelektualną, podpytuje się twórców, czy i w jaki sposób zabezpieczyli swój wynalazek. Dla niektórych może wydawać się to podejrzane – dlaczego interesują się tym?, czy to znaczy, że chcą ukraść mój wynalazek? Jednak – po złożeniu wniosku o udzielenie patentu i zabezpieczeniu możliwości jego rozszerzenia na inne państwa – nie powinno być to dla nas zmartwieniem. Wówczas wykorzystanie opracowanego przez nas wynalazku, bez naszej zgody, może stanowić naruszenie praw wynikających z patentu, który staramy się uzyskać.

    A co jeśli nie kręci nas prowadzenie własnej firmy, nie chcemy być zaangażowani we wdrażanie naszego rozwiązania?
    W tym przypadku możemy po prostu odsprzedać komuś prawa do naszego zgłoszenia patentowego, np. inwestorowi. Ewentualnie wraz z nim, jako współwłaścicielem, możemy wspólnie ubiegać się o uzyskanie patentu. Jest wiele możliwości – wszystko zależy od zapisów w umowie regulującej prawa do własności intelektualnej zawieranej pomiędzy: zgłaszającym, uprawnionymi do wejścia w posiadanie patentu i innymi zainteresowanymi osobami, np. inwestorem.

    Co dzieje się po dwudziestu latach? Wówczas ktoś może już skorzystać z naszego rozwiązania…
    Wszystko zależy od tego, jak wykorzystaliśmy te dwadzieścia lat. To okres, w którym mogliśmy nie tylko osiągać zyski, lecz również pracować nad wizerunkiem marki, przyzwyczaić klientów do oferowanych produktów. Tak było m.in. w przypadku firmy Nespresso, która posiadała patent na kapsułki do kawy. Efekt techniczny jest rewelacyjny – ten okazjonalny sposób przyrządzania kawy zapewnia czystość – zarówno my, jak i kuchnia nie zabrudzi się fusami. Do dziś hasło „kapsułki do kawy” wielu osobom kojarzy się z Nespresso, gdyż to właśnie ta marka jako pierwsza wprowadziła to rozwiązanie i posiadała przez długi czas monopol na rynku.
    Inny przykład: Post-it i żółte karteczki samoprzylepne. Warto w tym miejscu wspomnieć anegdotkę związaną z powstaniem kleju, który wykorzystuje się do łączenia tych karteczek. Pierwotnie chciano stworzyć klej mocny, trwale łączący elementy, to jednak nie udało się. Powstał klej słaby, ale wielokrotnego użytku. Mimo tego, dokonano zgłoszenia patentowego. Z czasem okazało się, że jest to doskonałe rozwiązanie – klej znalazł zastosowanie w łączeniu papieru z papierem i został wykorzystany do produkcji karteczek samoprzylepnych. Obecnie wiele osób kojarzy je z marką Post-it. To właśnie renoma zbudowana na wyłączności patentowej tej firmy będzie skłaniała konsumentów do wyboru jej produktów, chociaż na rynku dostępne są podobne rozwiązania oferowane przez konkurencję.
    Dalej: firma Levi’s i patent na dżinsowe spodnie odporne na rozdarcie, który uzyskali Levi Strauss i Jackob Davies. Można mnożyć takie przypadki, co potwierdza, że posiadanie patentu zapewnia nie tylko monopol na dwadzieścia lat, lecz również pozwala na zaistnienie, rozwinięcie swojej działalności oraz zdobycie zaufania konsumentów na kolejne lata.
    Warto również wspomnieć o wpływie patentów na rozwój kinematografii, zwłaszcza, że wiąże się z owianym legendami zakładem o to, czy koń w czasie galopu odrywa od ziemi wszystkie kopyta. Weryfikacją tej hipotezy zajął się fotograf Eadweard Muybridge. Starał się wypracować sposób pokazywania czegoś ulotnego, niemożliwego do zaobserwowania „gołym okiem”. Efektem tych poszukiwań było stworzenie zoopraksiskopu – pierwowzoru kinematografu, za pomocą którego możliwe stało się oglądanie ruchomych obrazów. Zadbał również o ochronę tego rozwiązania – uzyskał patent. Co ciekawe, ślad historyczny tego wydarzenia – w postaci nawiązania do zdjęć Muybridge’a – można znaleźć w Sopocie, na stacji SKM „Sopot Wyścigi”, w pobliżu której mieści się słynny hipodrom.

    Wspominałyśmy, że patent chroni nasz wynalazek przez dwadzieścia lat. Jednak każdy rok posiadania monopolu wiąże się z opłatami….
    Tak, ochrona rozwiązania możliwa jest, z pewnymi wyjątkami, przez 20 lat, pod warunkiem dokonywania opłat urzędowych za każdy kolejny okres ochrony. Jednak nie zawsze jest to rok. Przykładowo: w Stanach Zjednoczonych opłaty dokonuje się za trzy okresy ochrony, które wynoszą: trzy lata i pół roku, siedem lat i pół roku oraz jedenaście lat i pół roku.

    Jakie są to kwoty?
    Obecnie w Polsce są to stosunkowo niewielkie koszty – 450 zł za pierwsze trzy lata ochrony, 250 zł za czwarty rok; dalsze przedłużanie patentu to dodatkowe 50 zł w każdym roku od dotychczasowej opłaty, tak więc dla piątego roku ochrony zapłacimy 300 zł, szóstego – 350 zł, siódmego – 400 zł… i tak dalej. W ten sposób w dwudziestym roku dojdziemy do sumy 1550 zł.
    Z kolei w Stanach Zjednoczonych wszystko zależy od tego, czy uprawniony z patentu jest mikro, małym czy dużym przedsiębiorstwem – opłata za pierwszy okres ochrony wynosi odpowiednio 400, 800 lub 1600 dolarów amerykańskich.

    Czy są – poza zbudowaniem renomy naszej marki – jakieś możliwości przedłużenia monopolu?
    Tak, jednak dotyczy to głównie substancji aktywnych, np. składników leków. To wynalazki, dla których dokonuje się zgłoszenia patentowego nie w momencie, kiedy mamy potwierdzenie, że działają, lecz już wtedy, gdy zakładamy, że mogą działać. W przypadku leków, ma to więc miejsce często jeszcze przed realizacją badań klinicznych. Przy tego rodzaju wynalazkach uprawnionemu należy się rekompensata za okres pomiędzy dokonaniem zgłoszenia patentowego a pierwszym uzyskaniem zgody na obrót danym produktem leczniczym, jeżeli jest on dłuższy niż pięć lat. Wówczas możliwe jest przyznanie dodatkowych kilku lat monopolu na rynku, przy czym maksymalnie okres ten może wynosić pięć lat. Co ciekawe, statystycznie to właśnie w tym czasie dużo podmiotów farmaceutycznych uzyskuje największe tantiemy. W podobny sposób ochronę wynikającą z patentu można przedłużyć w przypadku środków ochrony roślin.
    Jest jeszcze inne zjawisko patentowe określane mianem evergreen patents, które – upraszczając – polega na utrzymywaniu ochrony poprzez patentowanie kolejnych rozwiązań powiązanych z pierwotnym wynalazkiem. To zabieg często stosowany w farmacji. Zaczyna się od patentu na samą substancję, czyli uzyskania ochrony na 20 lat. Następnie, np. po 10 latach, patentowane jest zastosowanie tej substancji, które również zapewnia ochronę przez 20 lat, zyskujemy kolejne 10 lat, czyli łącznie 30 lat. W tym czasie może okazać się, że któraś z postaci podawania leku, np. kapsułka jest najskuteczniejsza. Znów możemy przedłużyć monopol o kilka lat. I tak dalej.

    A co jeśli zauważymy, że ktoś narusza nasze prawa? Do jakiej instytucji powinniśmy zgłosić się?
    W Polsce, zwykle – choć są od tej reguły pewne odstępstwa – powinniśmy udać się do sądu okręgowego zajmującego się rozstrzyganiem sporów dotyczących praw niemajątkowych, ochrony praw autorskich i pokrewnych, właściwego dla miejsca zamieszkania pozwanego lub lokalizacji siedziby pozywanego podmiotu.
    Jeśli do naruszenia doszło w innym kraju, w którym patent jest w mocy, np. w Niemczech lub we Francji, a pozwana osoba tam mieszka lub firma ma siedzibę, to wówczas możemy sądzić się odpowiednio w niemieckich lub we francuskich sądach.

    Czyli – jeśli do naruszenia patentu dojdzie jednocześnie w kilku krajach – to konieczne będzie osobne sądzenie się w każdym z tych krajów?
    Niestety tak, a to jest nie tylko niewygodne, lecz również generuje koszty. Na szczęście są podejmowane kroki, które mają przynieść zmiany w tym zakresie. Trwają m.in. prace nad powołaniem sądu jednolitego, w którego kompetencjach będzie ocena naruszania praw wynikających z patentu europejskiego o jednolitym skutku. Mam nadzieję, że jeśli wrócimy do tego tematu za kilka lat, to wówczas będę mówiła o pozytywnych zmianach w tych procedurach nie w perspektywie „za kilka lat”, lecz „obecnie”.

    To byłaby pewnie sytuacja idealna.
    Zdecydowanie, pod warunkiem że ta procedura będzie dostępna dla wszystkich – nie tylko dla korporacji, małych i dużych przedsiębiorstw, lecz również mikroprzedsiębiorców, jak i osób fizycznych, a koszty nie będą ogromne. Dążmy do usprawnienia procesów związanych z naruszeniem patentu – aby przede wszystkim nie ciągnęły się latami, tylko trwały kilka dni oraz aby nie toczyły się osobno we wszystkich krajach, w których konkurencja działała na naszą szkodę, lecz w jednym wybranym państwie.

    A czy są jakieś słynne procesy o patenty, które każdy z nas może kojarzyć, ale nie ma świadomości, że był to spór o własność intelektualną?
    Niestety, nie są to sprawy, o których mówi się powszechnie, więc zwykle kojarzone są w określonych środowiskach. A szkoda, bo to mogłoby wpłynąć na budowanie świadomości społecznej w zakresie możliwości, jakie daje ochrona własności intelektualnej.
    Wydaje się, że najciekawszym przykładem może być odwieczny spór pomiędzy dwoma gigantami – Apple i Samsung. Są to batalie o patenty warte miliardy, zwykle odnoszące się do rozwiązań stosowanych w produktach tych podmiotów. Niekiedy dotyczą wynalazków w pewnym sensie kontrowersyjnych, m.in. sposobu, w jaki reaguje wyświetlacz telefonu lub tableta w momencie dotarcia do krawędzi, np. strony internetowej. Wówczas natkniemy się na charakterystyczne sprężynowe „odskakiwanie”. To rozwiązanie typu bounce-back…
    Warto w tym kontekście odwołać się do werdyktu sądu w jednej z takich spraw. Nie jest to dosłowny cytat, ale oddaje sens wypowiedzi: „nie ma naruszenia, ponieważ rozwiązanie Samsung nie jest tak cool jak Apple”.
    Niestety, spory o własność intelektualną, to skomplikowana materia i aby zrozumieć, co jest chronione patentem, trzeba mieć specjalistyczną wiedzę zarówno prawną, jak i techniczną w danej dziedzinie.

    Czy są jakieś obszary, w których patentowanie jest szczególnie problematyczne?
    Tak, zaliczyłabym do tej grupy prace programistyczne. Obecnie toczą się dyskusje o to, jak traktować programy komputerowe, do jakiego reżimu ochrony powinny być zaklasyfikowane. Obowiązująca ustawa o prawie autorskim, w ramach której chronione są programy komputerowe, jest w pewnym stopniu niedoskonała, bo dotyczy tylko sposobu wyrażenia – formy wyrażenia koncepcji i zasad, nie obejmuje odkrycia, idei, procedury, metody, zasady działania, samej koncepcji. W tej sytuacji prawno-autorska ochrona dotyczy tylko elementów tekstowych – kodu źródłowego, ale już nie struktury programu, jego funkcji czy efektów.
    Słyszałam od programistów, że napisanie programu komputerowego pod „coś”, np. jakieś urządzenie, tak, aby dawało określoną funkcjonalność, nie stanowi dla nich dużego problemu. W dodatku, uzyskanie tego samego rezultatu możliwe jest na kilka sposobów. I w tym tkwi problem. Istnieje realne zagrożenie, że inny programista, tworząc inną postać zapisu, formę wyrażenia, osiągnie ten sam efekt techniczny. Wówczas „podrobi” nasze rozwiązanie, jednocześnie nie naruszając prawa autorskiego w tym zakresie, co stanowi swoisty paradoks. To pokazuje, że w tym przypadku brakuje dodatkowej ochrony, zapewniającej oczekiwany monopol, którą gwarantowałoby uzyskanie patentu.
    W Polsce – ze względu na dość skostniałe zapisy prawne – patentowanie programów komputerowych budzi wątpliwości i jest dość problematyczne, co nie oznacza, że niemożliwe. W Konwencji o udzielaniu patentów europejskich jest zapis, który ogranicza możliwość opatentowania programu komputerowego „jako takiego”, jednak paradoksalnie to właśnie to określenie otwiera furtkę do patentowania programów komputerowych innych niż te „jako takie”. Dotyczy to rozwiązań, które realizują tzw. „dalszy efekt techniczny”.
    Mam nadzieję, że za jakiś czas – biorąc pod uwagę ogromne znaczenie programów komputerowych w wielu dziedzinach, a także fakt, że efekt, jaki wywołują jest istotny właśnie z perspektywy wynalazku, spojrzymy na to zagadnienie wszechstronnie, nieco zmieniając utarte podejście, a twórcy programów komputerowych będą mogli chronić swoją pracę nie tylko w ramach prawa autorskiego, lecz również patentu.

    *dr Justyna Pawłowska jest Polskim i Europejskim Rzecznikiem Patentowym, pełnomocnikiem przed Urzędem Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej w Alicante. Od 2012 roku pracuje jako rzecznik patentowy, pełnomocnik Politechniki Gdańskiej. Prowadzi również własną praktykę zawodową; współpracuje z innymi kancelariami prawnymi, jak i z organizacjami wspierającymi przedsiębiorczość i ochronę własności intelektualnej w roli doradcy.
    Swoją pasję do pracy w zawodzie rzecznika patentowego odkryła w trakcie prowadzenia własnych badań naukowych w ramach pracy doktorskiej – wtedy opracowała rozwiązania, które następnie zostały zgłoszone celem uzyskania patentu. Twierdzi, że jest pozytywną maniaczką ochrony własności intelektualnej. Stanowiąc mieszankę naukowca z dorobkiem i specjalisty w zakresie ochrony własności intelektualnej, ma unikalne predyspozycje do wykonywania zawodu rzecznika patentowego profesjonalnie, efektywnie i z wielką pasją. Specjalizuje się w ochronie rozwiązań z obszaru chemii, technologii chemicznej, biotechnologii, farmacji, biomedycyny, inżynierii medycznej, diagnostyki medycznej. Ma również doświadczenie z zakresu ochrony rozwiązań w obszarze IT, jak i mechaniki.

    Katarzyna Szychta

    katarzyna.szychta@alfabeat.pl